Ach, ci kierowcy …

Temat teoretycznie mocny, wciagający, emocjonalny do bólu.
Tylko właśnie – czy emocje nie przysłaniają prawdziwego obrazu?
Bo tak: oczywistym jest, że wypadki – zwłaszcza, gdy giną ludzie – są tragicznymi wydarzeniami.
Jednak należy tu podzielić wypadki na – w zasadzie- dwa rodzaje: pierwszy, gdy ktoś, kiedyś w jakiś sposób zawinił, oraz drugi, gdy nikt w normalny sposób nie miał wpływu na to, co się stało. W kwestii wypadków drogowych zazwyczaj mamy do czynienia z pierwszym rodzajem zdarzeń. I – uważam – warto umiec zachowywac dystans dla właściwej oceny.

Pozwolę sobie skorzystać z niedawnego wypadku, mocno “napompowanego” przez media i lokalne władze. Małżeństwo z dzieckiem w wózku przechodzi po pasach przez ulicę dwujezdniową, na przejściu bez sygnalizacji świetlnej – standard, jakich w Polsce wiele. W tę rodzinę wjeżdza rozpędzone BMW po przeróbkach, w efekcie ojciec rodziny ginie, matka i dziecko żyją.
Natychmiast pojawiaja sie pytania o winę, napiętnowanie tak nieludzkiej zbrodni, szukanie winnych, paniczne wyszukiwanie sposobów na uniknięcie takich zdarzeń w przyszłości.
Mam swoje zdanie na ten temat, ale to za chwilę.

Rzeczą jest oczywistą, że – zgodnie z przepisami – ten kierowca miał obowiązek zatrzymac sie i przepuścić pieszych na przejściu. NIe zrobił tego. Złamał prawo. Tragicznie. Niezależnie od przyczyn – czy szalał, czy pił, czy ćpał. Winny numer… a nie – wstrzymajmy sie z numeracją winnych. Powiedzmy, ze winny X. Na marginesie – w takich sytuacjach: nietrzeźwość, rasowany samochód, narkotyki, itp – uważam, że oskarżenie powinno zawierać usiłowanie zabójstwa z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Kropka.

Wiemy, że kierowca ów poruszał się mocno zmodyfikowanym, również wizualnie, samochodem. Stawiam więc pytanie, oparte w dużej mierze na życiowych obserwacjach sposobów działania służb: czy ten kierowca (dokładniej – samochód) był kiedykolwiek zatrzymany spontanicznie przez Policję, ze względu na podejrzenie, ze może nie spełniać warunków homologacyjnych i/lub technicznych w zakresie dopuszczenia do ruchu? Niewykluczone, że miałby zatrzymany dowód rejestracyjny. Prawdopodobnie możemy więc przypisać winę również nieudolnej Policji. Winny Y.

Czy mozemy przypisac winę organizacji ruchu drogowego, projektowi drogi w tym miejscu? Czy gdyby były tu swiatła, to nie doszło by do tragedii? Czy gdyby stał fotoradar? Czy naprawdę ktokolwiek myślący uważa, że kierowca naćpany, pijany albo po prostu szalejacy zatrzyma sie dlatego, ze czerwone? Albo zwolni, bo radar, albo garb? Doświadczenie i historia wielu wypadków mówi, ze nie. Po prostu nie. Takich ludzi zatrzymują tylko solidne fizyczne zapory.

Jest jeszcze jeden aspekt, skrzętnie pomijany i przez media i przez władze.
Sami piesi. Tak – ci poszkodowani. Oburzaj się do woli, jeśli to Tobie w czymkolwiek pomoże. Ale takie są fakty i taka jest prawda.
Na początek – zapisy kodeksu drogowego mówiące o możliwości wejscia na przejscie. Art. 13 Prawa o ruchu drogowym nakłada na pieszych obowiązek zachowania szczególnej ostrożności przy przechodzeniu przez przejście dla pieszych. W takich sytuacjach pieszy jest obowiązany m.in. do oceny prędkości nadjeżdżających pojazdów; zachowaniu ostrożności przy niesprzyjających warunkach oraz ograniczonego zaufania dla innych uczestników ruchu. Ciąg dalszy, w art. 14. – zabrania się pieszym wchodzenia na jezdnię bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych; spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi.
Do tego należy bezwzględnie dołożyć Art. 4 ustawy Prawo o ruchu drogowym, ktory wyraża podstawową zasadę ruchu drogowego, tj. zasadę ograniczonego zaufania na drodze.
Czyli nawet prawo stanowi w takiej sytuacji – człowieku, jeśli nie masz pewności że przejdziesz przed nadjeżdzającym samochodem – nie wolno Ci wejsc na pasy nawet. W przytoczonej sytuacji BMW wjechało na pasy z prędkoscią rzędu 130 km/h. Wybaczcie, ale kto mi powie, ze to normalna miejska predkośc i mozna oczekiwac po takim kierowcy racjonalnego zachowania na przejsciu? Z daleka widać, że samochód pędzi. Czy normalnie myślący człowiek, posiadający minimum instynktu samozachowawczego wchodzi na jezdnię przezd takim samochodem nie czekając, aż tamten się zatrzyma? Czy myślący człowiek będzie uważał, ze przepis nakazujacy kierowcy zatrzymanie będzie silniejszy od rzeczywistosci?
Powiem więcej: wielokrotnie słyszałem wśród ludzi chcących przejsc prze ulicę wypowiedzi w rodzaju:” idziemy – MY tu mamy pierwszeństwo”. Jeśli złożymy to z powyższym – mamy jasny obraz. Ukazał sie winny Z.

Mówię z pełną świadomością: i matka i ojciec z tej rodziny PONOSZĄ odpowiedzialnośc za ten wypadek. Nie podstawową, bo – jak pisałem wcześniej – kluczową jest wina kierowcy. Ale jedno z nich pojęło decyzję, zeby nie mając dosć pewności wejsć na jezdnię (do tego z dzieckiem w wózku!!) a drugie nie powstrzymało pierwszego. Przy okazji narazili życie własnego dziecka.

Ich wina jest jednak podzielna. Co mam na myśli? Mam na myśli media i władzę. Dziennikarzy, Policję, władze lokalne i państwowe. Bo to po ich stronie leży wina za wmawianie ludziom, że “pieszy ma pierwszeństwo”. Bo to oni poprzez takie wypowiedzi, kolejne rozmaite regulacje prawne, ponoszą odpowiedzialnosc za fałszowanie obrazu życia. To oni odpowiadają wręcz za pozbawianie ludzi instynktu samozachowawczego.

W następstwie ICH działań mamy takie efekty, że ludzie wchodzą pod samochody. Nawet na zielonym świetle przechodzą może sie zdarzyć, że jakiś samochód wjedzie w pieszych. Nie raz tak bywało. I co? Praktycznie nikt przechodząc na zielonym nawet nie spojrzy, żeby się upewnić, czy na pewno wszystkie samochody reagują na czerwone. Piesi czekają na zielone – na krawędzi asfaltu. Bo po co pomyśleć, że ktoś przejeżdzając (nie ważne, czy łamiąc przepisy czy nie – mówimy o realnych faktach) ruszy kierownicą, zarzuci go przy hamowaniu, niewyczuje dobrze prawej krawędzi. Rozumiesz?

Tymczasem jako jedynych winnych uznaje sie zawsze kierowców a jako rozwiązanie natychmiast powstają koncepcje nie mające nic wspólnego z winnymi – zwęzić ulicę, wybrukować, postawić kilka radarów, garby jakieś, …. Tylko ze takie działania są bez sensu, bo to nie warunki drogowe sa przyczyną. Ale to woda na młyn władz lokalnych, które mają pretekst do wydania kolejnych pieniędzy poza przetargiem i juże jest ktoś, kto sie cieszy. Juz się jakiś polityczyna ma okazję się wybic i pohałasować. Taka jest teraz moda i polityczna poprawność. Protesty przeciwko wypadkom? Proponuję takze przeciwko deszczowi, burzom i gradobiciu…. Równie sensowne.

POBUDKA!
Co za pomysł, zeby stosowac odpowiedzialnośc zbiorową? Karać wszystkich kierowców za szaleństwa jednego idioty. Tak, to zgodne z europoprawnoscią. Przecież jak można mieć samochód i chciec nim jeździć. Tylko, że tak wygląda współczesna gospodarka – oparta w bardzo duzym stopniu na indywidualnym transporcie, kórego zbiorkom nie zastąpi. Wiemy, że władze Warszawy tępią prywatnych kierowców w stopniu godnym dyskryminacji rasowej wręcz. Szkoda, ze bezmyślnie i nielogicznie.
Tymi samymi drogami jeżdżą też karetki, straz pożarna, służby miejskie, kurierzy, serwisy techniczne, … Ale co tam – ma byc poprawnie, więc utrudnijmy im też zycie. A że kiedyś karetka sie spóźni o te pół minuty? Nie szkodzi.. to cena cywilizacji…

Zamiast więc wymyślac absurdalne koncepcje organizacji ruchu, które sprowadzają sie do jednego:”samochód na parkingu a lepiej niekupiony, jest najbezpieczniejszy”, zróbcie, szanowni redaktorzy i “władcy” prostą i niedroga rzecz: Uruchomcie programy uczące ludzi zycia i ryzyk z nim związanych. Po prostu. Nauczcie ludzi od nowa, że gorąca kawa jest gorąca i może poparzyć, że przed wejsciem na jezdnię OBOWIĄZKOWO trzeba sie upewnić, czy można to zrobić bezpiecznie, …. To jest droga do bezpieczeństwa. Jedyna efektywna.

Pogadajmy ...

Dodaj komentarz